czwartek, 17 marca 2016

Info

Nie wiem co napisać. Dawno mnie tu nie było.
Mam pomysły na wszystkie rozdziały, ale jednak mam brak chęci do pisania.
Ja tu jeszcze wrócę!
Ale na razie nie wiem kiedy.
Do następnego! ;)

sobota, 3 października 2015

Bonus - rozdział 12

*Nagle obraz się zmienił i zobaczyłam ten sam pokój, tylko w idealnym stanie. Nigdzie nie było żadnych odłamków szkła, meble były całe, w kominku palił się ogień, na szafkach stały delikatne i szklane figurki, a mojej starszej kopi nigdzie nie było. Rozglądnęłam się i zauważyłam, że to jest jedna z opuszczonych sal w Hogwarcie. Widziałam taką gdy w wakacje szukałam gabinetu dziadka. 
Gdy wspominałam tamten moment, do sali wpadła moja podobizna. Trudno było mi zauważyć jakieś emocje na jej twarzy i niezmiernie mnie to zdziwiło. Tylko w oczach widać było niewyobrażalną furię i... smutek. 
Podbiegła do lustra wiszącego nad kominkiem i po prostu walnęła w nie z pięści. Lustro rozbiło się na kawałki i poraniło jej lewą dłoń. Następne co zrobiła to podbiegła do szafki, na której leżały figurki. Połowę zrzuciła na podłogę, a kilka zgniotła w dłoniach. Odwróciła się i podbiegła na środek sali. Skuliła się w sobie.
Nagle wyrzuciła ręce na boki i 'wyrzuciła' z siebie falę magię. Ogrom tej magii mnie zaskoczył. Magia rozwalała wszystko na swojej drodze. Nawet drewno w kominku rozczepiło się na części, każda ławka, szafka i krzesło było połamane. Figurki, których nie zniszczyła własnoręcznie, zostały rozwalone na części. Gdy magia już opadła, moja podobizna upadła na ziemię i zaczęła szlochać. Drżącą ręką wyciągnęła z kieszeni zdjęcie Scorpiusa. Dłonie drżały jeszcze bardziej, więc zdjęcie wyślizgnęło się i upadło na podłogę. Chwilę później ręka też. Moja starsza kopia zaczęła jeszcze bardziej szlochać, a po jej policzkach płynęło coraz więcej łez.*

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 12

słowniczek: myśli innych
~*~
Stałam na stacji razem z Barty'm. Był on od wczoraj moim prywatnym ochroniarzem. Miał identyczne przebranie jak w momencie gdy byliśmy na Pokątnej.
Kilka metrów od nas stały dziewczyny. Czekały na swoich przyjaciół. Weasley'owie mieli przybyć za dziesięć minut razem z Harry'm Potter'em. Na dziewczyny została nałożona wieczysta przysięga i nie mogły mówić o tym co się działo w czasie końca wakacjii ani o ojcu, więc Zakon nie miał szans na dowiedzenie się o naszej tajemnicy.
Wydawało mi się, że jak rano przechodziły obok mojego pokoju rozmawiały o tym czy można jakoś ominąć działanie tej przysięgi. W czasie roku szkolnego będą miały dostęp do biblioteki szkolnej, więc wydawało mi się, że mogą znaleźć odpowiedź na to pytanie. Musiałam je jakoś powstrzymać, ponieważ wiedziałam, że jedynym sposobem na złamanie wieczystej przysięgi i przeżycie jest zabicie ojca i jego gwarantanta, którym była nasza matka.
Gdy na zegarze wskazówki wskazały za dziesięć jedenasta na peron weszli członkowie Zakonu z Weasley'ami i Potter'em. Jak Ginny i Hermiona ich zobaczyły od razu pobiegły w ich stronę. Nie mogłam na nich patrzeć, więc odwróciłam wzrok.
- Powinnaś już zająć przedział. Niedługo nie będziesz miała gdzie usiąść. - Stwierdził Barty.
- Masz rację. Powinnam już iść. - Powiedziałam spięta. - Eeeeee... Cześć. - I odeszłam od niego.
Gdy byłam już przy schodkach do pociągu usłyszałam: Do zobaczenia. - I poczułam jak Barty mnie przytula. To było dziwne, ale obróciłam się i też się przytuliłam. Gdy tylko go puściłam, szybko weszłam do wagonu.
Powoli szukałam wolnego wagonu, lecz wszystkie obok których przeszłam były zajęte. W momencie, gdy pociąg ruszył otworzyły się drzwi przedziału obok którego przechodziłam. W drzwiach stał Draco.
- Sara! - Zawołał speszony.
- Witaj Draco. Mogę wejść? - Zapytałam z wymuszonym, miłym tonem.
- Tak. Oczywiście! - Szybko przesunął się i wpuścił mnie do środka.
W środku siedzieli Scorpius, Pansy Parkinson, Teodor Nott, Millicenta Bulstrode i Blaise Zabini. Dziewczyny siedziały po jednej stronie, a chłopcy po drugiej.
Draco wszedł do przedziału i zamknął za sobą drzwi.
- Ekhem - Zwrócił na siebie uwagę wszystkich. - To jest Sara Dumbledore. - Przedstawił mnie wszystkim i podał po kolei ich imiona, ale nie musiał, bo znałam wszystkich z opowiadań Scorpiusa.
Podeszłam do okna, a dziewczyny się przesunęły i mogłam usiąść. Gdy to zrobiłam, wyciągnęłam z kufra książkę o czarnej magii i zaczęłam czytać.Po pewnym czasie napięta atmosfera się rozluźniła i wszyscy zaczęli normalnie ze sobą rozmawiać. Tylko Scorpius patrzył na mnie. Podniosłam wzrok i moje oczy napotkały jego.
Te jej oczy. Są przerażające zupełnie jak oczy jej ojca. Przeszywają mnie na wylot. I jeszcze ten szkarłatny błysk. Mam nadzieję, że teraz coś się zmieni. Od tamtego balu się do mnie nie odezwała. Boję się jej, ale jednak się do niej przywiązałem. Mogła by mi zrobić wszystko, a ja i tak bym przy niej trwał. Zupełnie jak ona trwa przy swoim ojcu. Nawet jeśli ma zamiar mnie zabić, ja chcę jej pokazać, że jej ojciec nie jest najważniejszy. Mam zamiar pokazać jej przyjaźń, ale taką prawdziwą i od serca. Może ta przyjaźń zmieni się w coś innego?
Zerwałam kontakt wzrokowy. Tyle mi wystarczyło. Po raz pierwszy od mojego pierwszego treningu poczułam coś takiego. To była chyba wdzięczność. Byłam wdzięczna, że przy mnie trwał. Co z tego, że on i jego ojciec są zdrajcami?
~*~
Był już prawie koniec podróży, gdy stwierdziłam, że czas rozprostować kości. Wstałam i bez słów wyszłam z przedziału. Chodziłam po korytarzu bez celu. Już miałam wracać do przedziału gdy poczułam szarpnięcie w okolicy pępka.
*Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam czułam się jakbym była w myślodsiewni. 
Obróciłam się zobaczyłam starszą wersję siebie leżącą w pokoju wyglądającym jakby przeszedł tam huragan. Leżała na podłodze cała zapłakana, a na jej dłoniach widać było rany z których wypływała krew. Przed jej ciałem leżało zdjęcie Scorpiusa.*
~*~
Podróż już się kończyła, a Sara wyszła z przedziału. Chciałem się jej zapytać gdzie idzie lecz ona już wyszła. Wybiegłem za nią i zobaczyłem jak z dużą prędkością zmierza w stronę przedziału prefektów. Zatrzymałem się, a ona zrobiła to samo. Pobiegłem w jej stronę i gdy byłem za nią ona zemdlała. Złapałem ją w ostatniej chwili. Zacząłem panikować. Znowu zemdlała w mojej obecności. Musiałem kogoś zawiadomić. 
Wtedy zobaczyłem Hermionę wychodzącą z przedziału prefektów.
- Hermiona! - Zawołałem za nią. Odwróciła się w moją stronę i gdy zobaczyła Sarę natychmiast do nas podbiegła. - Znowu zemdlała. Zawiadom kogoś! - Panikowałem.
- Kogo? - Zapytała. 
- McGonagall na przykład! - Krzyknąłem z paniką w głosie.
Popatrzyła na nią i wyczarowała patronusa. Była to łania. Najwidoczniej nie tylko ja zdziwiłem się widokiem tego zwierzęcia. Ona patrzyła to na mnie to na łanie. Gdy się ocknęła kazała jej przekazać wiadomość o zemdleniu Sary. 
Teraz pozostało nam tylko czekać.
~*~
Nowy rozdział! Trwało to bardzo długo, ale jednak jest :D
Przedłużyło się to, ponieważ byłam nad morzem. Było tak gorąco.
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze wpada i skomentuje moją pracę. Co będzie z Scorpiusem nie powiem! Spoilers! 
Miłego końca wakacji! 

niedziela, 26 kwietnia 2015

O mnie

Nazywam się Sara.
Jestem lekko walniętą nastolatką (gdyby czytały to moje przyjaciółki na słowo lekko upadłyby na podłogę i nie mogłyby przestać się śmiać).
Kocham:
  • Harrego Pottera
  • Igrzyska Śmierci
  • Doktora Who (serial)
  • Sherlocka (serial)
  • Mentalistę (serial)
  • Hobbita
  • książki o Robercie Langdonie
  • Avengersów, Thora itd.
  • X-menów
Ulubieni aktorzy i aktorki:
Tom Hiddleston, David Tennant, James McAvoy, Benedict Cumberbatch, Emma Watson
<333
Mój ask: ask.fm/lovejokes

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 11

Leżałam rozłożona na moim wielkim łóżku. Właśnie odbyłam bardzo przyjemne spotkanie z ojcem. Chciał żebym wstąpiła do jego szeregów. Zgodziłam się. Tamtego wieczoru miałam mieć naznaczenie i prawdę mówiąc, cieszyłam się. To chyba to zaklęcie, które rzucił na mnie ojciec, ale nie przejmowałam się. Ludzie mnie ignorowali, potępiali i nigdy nie liczyli się z moim zdaniem. Teraz będzie inaczej. Na dźwięk mojego imienia będą drżeli, będą uginali kolana w ukłonie przede mną. Nawet ci najwytrzymalsi będą krzyczeć pod moim Cruciatusem. Tak, zdecydowanie działało na mnie jakieś zaklęcie, ale nie przejmowałam się tym. Czuję się z tym bardzo dobrze.
Zebrałam myśli i szykowałam się na podróż na Pokątną. Muszę kupić wszystkie potrzebne rzeczy, bo niestety ostatnio nie miałam jak. Szedł ze mną Barty. Jedyna osoba (oprócz dziewczyn) która mogła ze mną przebywać gdy byłam bez maski. Nie żebym ich nie lubiła (słuchali każdego  mojego rozkazu), po prostu nikt nie mógł poznać, że córka Czarnego Pana jest szanowną wnuczką dyrektora.
Było w pół do trzeciej. Jak najszybciej poszłam się przebrać, bo nie miałam zamiaru paradować po Pokątnej w różowej koszuli nocnej po kolana.
Wybrałam czarne rurki, czerwone trampki i czerwono-czarną koszulę w kratę. Rękawy koszuli podwinęłam, bo chciałam się cieszyć jeszcze pustym przedramieniem. Włosy spięłam w wysokiego kucyka czerwoną wstążką do włosów. Wzięłam z komody swoją cisową różdżkę i moją specjalną - zwiększoną w środku - torebkę.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się do holu, gdzie czekał na mnie Barty. Miał zmieniony wygląd*. Jego włosy związane ciemno zieloną wstążką były do łopatek, a jego zarost był o wiele bardziej widoczny niż wcześniej. Na sobie miał czarne spodnie, czarne trampki i ciemno zieloną koszulę z rozpiętym pierwszym guzikiem. Wyglądał cudownie. Lekko zaczerwieniona podeszłam do niego.
- Dzień dobry. - Powiedział cicho.
- Dobry, bardzo dobry. - Mówiłam z uśmiechem. On wyciągnął do mnie rękę, a ja ją złapałam. Po chwili staliśmy już na Pokątnej. - Najpierw do Gringott'a. Muszę założyć nową skrytkę i przenieść tam pieniądze z kilku innych skrytek. Potem przejdziemy się tutaj po kilku sklepach i idziemy na Nokturn.
Zadecydowałam, że chcę własną skrytkę ponieważ nie mam zamiaru przy niewłaściwych osobach wchodzić do innych skrytek. Co by było gdybym przyjechała tutaj ze znajomymi z Hogwartu i poszlibyśmy do skrytki Slytherinów lub Gauntów albo Dumbledorów?!
- Dobrze. - Zgodził się Barty. - Jak ja dawno tutaj nie byłem. - Mówił rozglądając się wokoło - Najpierw Azkaban, potem niewola u ojca i później to siedzenie w waszym dworze. Wiesz, że wychodziłem z dworu raz na trzy tygodnie?
- To musiało być męczące. - Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę banku. Biegłam szybko i śmiałam się za każdym razem gdy Barty się przewracał. Dobiegliśmy zdyszani przed drzwi banku. Po ochłonięciu weszliśmy do środka. Gobliny patrzyły na nas z zaciekawieniem. Podeszliśmy do pierwszego okienka.
- Chciałabym założyć skrytkę oraz odwiedzić kilka.
- Jaką skrytkę chciałaby pani założyć? - Zapytał skrzeczącym głosem goblin.
- Skrytkę przedsiębiorczą. - Chciałam mieć zabezpieczenie na przyszłość. Goblin zapisał to na kartce.
- Imię i nazwisko?
- Sara Dumbledore. - Goblin spojrzał na mnie znad swoich okularów połówek.
- Dumbledore? - Zapytał podejrzliwie. Spojrzałam na niego chłodnie. - Wiek?
- 16 lat.
- Szkoła?
- Hogwart.
- Jakieś zabezpieczenia?
- Hasło, klucz, test prawdy* i smok. Cenię sobie bezpieczeństwo.
- Skrytka numer 514 będzie gotowa za dwie godziny. - Ten jego skrzeczący głos mnie denerwował. - Jakie skrytki chce pani odwiedzić? - W końcu.
- 19, 44, 344 i 711*. Odwiedzamy zaczynając od najwyższej. - Byłam zniecierpliwiona. Przymus czekania dwie godziny na skrytkę był dla mnie bardzo wkurzający.
- Proszę za mną. - Skrzeknął goblin. Dopiero teraz zauważyłam, że dalej trzymam za rękę Barty'iego.
- Przepraszam. - Powiedziałam zawstydzona. Przez paręnaście minut trzymałam za rękę prawie nieznanego mi mężczyznę.
- Nic się nie stało. - Wyszczerzył się do mnie, a ja oblałam się soczystym rumieńcem. Zazwyczaj umiałam zachować spokój i opanować emocje, ale on i Scorpius po prostu tak na mnie działali. Poszliśmy za goblinem. Po drodze do pierwszej skrytki nic się nie stało. Dojechaliśmy spokojnie. Dałam goblinowi klucz, zabrałam wszystkie pieniądze do mojej torebki i pojechaliśmy dalej. Droga była dłuższa. W połowie zaczęło mnie mdlić, więc położyłam głowę na ramieniu Barty'iego. Zamknęłam oczy i zaczęłam głęboko oddychać.Gdy tylko dojechaliśmy do skrytki natychmiast odsunęłam się od niego.
- Co się stało? - On się po prostu ze mną bawił.
- Och cicho bądź Vetus. - Odgryzłam mu.
- Nie jestem stary! - Oburzył się żartobliwie.
- Od teraz będę cię tak nazywać. Pasuje do ciebie. - Zaczęłam chichotać. Barty tylko prychnął i wyszedł z wózka. Wyszłam za nim, podałam goblinowi klucz, podałam mu hasło i wykonałam test krwi. Wszystko poszło dobrze, więc goblin otworzył skrytkę. Była zupełnie pusta. Rzuciłam zaklęcie skanujące na ściany i znalazłam tam drzwi do prywatnej biblioteki. Była cała zapełniona. Kazałam goblinowi zlecić przeniesienie ksiąg do mojej nowej skrytki. Następna skrytka miała takie same zabezpieczenia. Zabrałam z niej dużo pieniędzy, kilka wartościowych ksiąg oraz kilka szczególnych rzeczy, które chciałam zbadać. Z następną skrytką było trochę trudniej. Przejechaliśmy przez wodospad złodzieja i dojechaliśmy do skrytki po dwudziestu minutach. Przeszliśmy szybko obok smoka, doszliśmy do skrytki i tutaj zaczęło się pod górkę. Hasło było w wężomowie, a ja nie chciałam się zdradzić przed goblinem. Barty zaciągnął go na stronę, a ja mogłam bezpiecznie dostać się do skrytki.
Było to ogromne pomieszczenie z zielonymi ścianami ze srebrnymi wykończeniami, ciemną, mahoniową podłogą i przeszklonym sufitem nad którym była woda. Na przeciwległej ścianie powieszone były portrety wszystkich moich przodków aż do samego Salazara. Podeszłam do pierwszych drzwi po lewej. Była tam wielka biblioteka z samo-uzupełniającymi się kronikami rodzinnymi i księgami z każdej dziedziny magii. Wzięłam księgi z działu magii umysłu, czarnej magii, eliksirów i kilka kronik rodzinnych. Gdy wyszłam z biblioteki zauważyłam wielkie, misternie ozdobione, srebrne wrota. Ciągnęło mnie w ich stronę, więc podeszłam do nich. Na drzwiach był wyryty napis: "Genus est potentia. Magia est potentia."*
Przeczytałam go na głos i drzwi się otworzyły. W pomieszczeniu do którego weszłam były wysokie aż pod sufit, oszklone szafki z różnego typu rzeczami. Na jednej widziałam medaliony, na drugiej pierścienie, a na trzeciej diademy. Było ich o wiele więcej, ale nie przyjrzałam się im ponieważ moją uwagę przykuło duże czarne jajo stojące nad kominkiem na samym końcu sali. Szybkim, ale cichym krokiem podeszłam do jaja i dotknęłam jego skorupy. Było gorące i emanowało przyjemnym ciepłem. Po chwili skorupa zaczęła pękać i usłyszałam ciche piski. Od jaja zaczęło bić ogromne światło. Prawą ręką zakryłam oczy, a lewą pozostawiłam przy skorupie.
Gdy światło zaczęło niknąć, odsłoniłam oczy i zobaczyłam dużego, przepięknego, zielono-srebrnego feniksa siedzącego na mojej wyciągniętej ręce. Nieśmiało wyciągnęłam drugą dłoń i pogłaskałam go po piórach. Drgnął pod moim dotykiem, ale uspokoił się gdy przekonał się, że nie mam co do niego złych zamiarów. Feniks skłonił mi tylko lekko swoją główką i podleciał na moje ramię. Po drodze do wyjścia zabrałam jeszcze kilka ciekawych "dodatków" i kilka ksiąg na temat feniksów. Wyszłam ze skrytki wpadając na Barty'iego. Chciał wiedzieć dlaczego tak długo tam siedziałam i dlaczego taki cudowny feniks siedzi mi na ramieniu.
- Cudowny. Mirabile! - Pogłaskałam feniksa po główce. - Od dzisiaj jesteś Mirabile.* - Zwróciłam się do ptaka.
Wyszliśmy z banku i poszliśmy do sklepów. W każdym z nich ludzie rzucali mi ukradkowe spojrzenia, a niektórzy po prostu patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami. Przecież nie codziennie widują na ulicy dziewczynę z feniksem na ramieniu.
Dwie godziny, 882 galeony, cztery przeciążone koszyki w księgarni i jedną kłótnię później poszliśmy do Gringotta. Odebrałam papiery i razem z Barty'im (Przypis autorki: tu chyba się rąbnęłam, bo nie miałam pojęcia jak to napisać. Możecie mnie poprawić w komentarzach bo liczę, że jakieś się pojawią.) wróciliśmy do dworu akurat na naznaczenie.
~*~
Mroczny Znak był bardzo widoczny na mojej bladej skórze. Wyglądał inaczej niż znaki zwykłych Śmierciożerców. Wąż owinięty był wokół sztyletu (znak przynależności do rodziny Slytherinów) , na czaszce była korona (symbol władzy), a cały znak był większy, wyraźniejszy i miał kilka kolorów (przede wszystkim zielony, srebrny, szary i czarny). Jako, że ojciec nie chciał abym została rozpoznana musiałam mieć ciągle zasłonięte prawe przedramię. Gdy dowiedziała się, ze znak ma być na prawej ręce byłam szczęśliwa. Oznaczało to, że ojciec daje mi taką samą władzę jaką on sam miał. Wreszcie!
~*~
* Wodospad złodzieja
* 19 - skrytka Slytherinów
44 - skrytka Dumbledore'ów
344 - skrytka Gaunt'ów
711 - skrytka byłego chłopaka Sary
* "Rodzina jest najważniejsza. Magia jest najważniejsza." - w wolnym tłumaczeniu Google Tłumacza z łaciny
* wspaniały
~*~
Co czuję? Rozczarowanie. Jest ponad 1500 wyświetleń i tylko 6 komentarzy. 6! Smutno mi :c Następny rozdział pojawi się dopiero gdy będą 4 komentarze i NASTĘPNYM RAZEM nie dodam rozdziału z litości i niecierpliwości! ( A tak btw. to dziękuję za cudowne, dla mnie, odpowiedzi w ankiecie.)

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 10

Siedzieliśmy we czwórkę w moim pokoju. To znaczy ja, Scorpius, Ginny i Hermiona. Te ostatnie jak dowiedziały się o tym, że jest on synem profesora Snape'a od razu się nim zainteresowały. Tym razem opowiadały o pierwszej lekcji z jego ojcem. Siedzieliśmy w kółku na puszystym, srebrnym dywanie.
- Chcecie mi powiedzieć, że Potter był wtedy na niego zły? - Zapytał z niecierpliwością Scorpius.
- Był na niego bardzo zły. - Odpowiedziała roześmiana Ginny.
- Idiota. - Skomentowałam.
- Dlaczego idiota? Ty byś się nie zdenerwowała? - Zapytała wpatrzona we mnie Hermiona.
- Nie. "Co mi wyjdzie jeśli, dodam sproszkowanego korzenia asfodelusa do nalewki z piołunu?" Nie rozumiecie? - Znowu zapytał Scorpius.
- Według języka wiktoriańskiego, języka kwiatów asfodelus to typ lilii, który dokładnie symbolizuje zdanie "moje żale podążające za tobą, aż po grób"... - Zaczęłam, ale Scorpius przerwał mi lekkim szturchnięciem.
- Piołun oznacza absencję, co mogło symbolizować stratę. Interpretacja jego wypowiedzi daje nam "Głęboko żałuję śmierci Lili". - Skończył uśmiechając się do mnie. Razem popatrzyliśmy na dziewczyny. Miały przekomiczne miny. Zdziwienie pomieszane z poczuciem winy.
Gdy Ginny chciała już się odezwać w pokoju pojawiła się Niunia.
- Państwo wybaczą, ale mam przekazać Paniom, - wskazała na Ginny i Hermionę - że mają się Panie udać do swoich pokoi.
Hermiona wstała pociągnęła Ginny za rękaw i razem wyszły.
- Pan też już powinien wyjść. - Powiedziała Niunia.
- Ma zostać. - Rozkazałam. Scorpius lekko się do mnie uśmiechnął.
- Dobrze.
Pstryknęła palcami i przed nami pokazały się trzy suknie. Jedna była długa, czarna z falowanym dołem i srebrnymi wzorami wspinającymi się ku górze od talii. Druga była trochę krótsza, czerwona i ze złotymi wzorami na piersi. Trzecia była zielona, do kolan z czarnymi kwiatami na lewym boku.
- Musi Panienka jedną wybrać, na bal. - Wyszeptała piskliwym głosem.
- Scor, słyszałeś o jakimś balu?
- Słyszałem, że ma być dzisiaj bal na którym Voldemort przedstawi nam swoje córki.
Zmierzyłam krytycznym wzrokiem każdą z sukienek. Najbardziej odpowiednia wydała mi się ta czarna.
- Ta czarna jest najlepsza. - Stwiedził w tym samym momencie Scorpius.
- Idę ją przymierzyć. - Powiedziałam łapiąc sukienką i biegnąc przez cały pokój do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, a następnie ubrałam bardzo powoli delikatną sukienkę, założyłam pantofle, które wyciągnęłam z garderoby i na końcu podeszłam do lustra, wzięłam różdżkę i upięłam sobie włosy w luźnego koka tak, że kilka kosmyków zwisało swobodnie. Wpięłam we włosy kilka srebrnych, rodowych spinek, które dostałam od mamy. Nałożyłam jeszcze maskarę na rzęsy i zrobiłam sobie kreskę eyelinerem.
Powoli wyszłam z łazienki. Scorpiusa już nie było i Niunia stała sama.
- Panicz Snape poszedł się przebrać. Bal już za dziesięć minut! - Panikowała.
- Za dziesięć? To ile ja siedziałam w łazience?
- Nie tak długo. Musimy iść. Pan chce jeszcze porozmawiać z Panienką przed balem.
Poszłam za nią. Na korytarzu było pusto. Wszyscy się szykowali. Gdy byłam blisko sali balowej usłyszałam jakieś rozmowy. To pewnie dziewczyny się kłócą z rodzicami. Gdy weszłam do środka zobaczyłam Ginny ubraną w brązowo-kremową suknię do ziemi, z pasem maleńkich diamentów oddzielających kolory, rozpuszczonymi włosami i brązową maską zakrywającą połowę twarzy. Obok niej stała Hermiona ubrana w czerwoną, długą do ziemi suknię z różanymi zakończeniami, miała włosy spięte w ciasny kok oraz czerwoną maskę. Na przeciwko nich stali rodzice także ubrani bardzo elegancko.
- Nie będziemy cały czas nosić tych masek! - Zdenerwowała się Miona.
- Będziecie. - Wysyczał ojciec. Przez chwilę jeszcze mierzył dziewczyny wściekłym spojrzeniem, a potem jego wzrok padł na mnie i lekko się uśmiechnął. - Podejdź Saro. - Rozkazał.
Od razu wykonałam rozkaz. Nie chcę się narażać na jego gniew. Jego Cruciatusy są bolesne.
- Oto twoja maska. Musisz mieć ją włożoną cały wieczór. Nie mogę pozwolić, że ktoś cię rozpozna gdy będziesz w Hogwarcie. - Podał mi czarną maskę.
- Tak jest ojcze. Dlaczego dziewczyny także mają maski?
- To wydałoby się podejrzane. Wiem, że większość moich sług to idioci, ale są wyjątki. - Przytaknęłam mu.
Ojciec kazał nam zająć miejsca przy tronie na niewielkim podwyższeniu i rozpoczął bal. Większość Śmierciożerców się strasznie skrępowała gdy zobaczyła mnie, dziewczyny i mamę przy tronie. Gdy już wszyscy weszli ojciec zajął miejsce przed tronem i powiedział wszystkim, że jesteśmy jego córkami (wszystkich zamurowało) i mają się nas słuchać tak samo jak jego. Oczywiście rozwlekł to i mowa trwała  około 10 minut. Po jej skończeniu wyszedł z sali wyczarowując cztery trony, tak żebyśmy mogły na nich usiąść. Miałyśmy pilnować spokoju. Gdy drzwi trzasnęły po wyjściu ojca, od razu widać było, że wszyscy się rozluźnili. Wtedy przed nami zrobiła się mała kolejka. Na samym jej początku stali Malfoyowie. Gdy Dracon wręczył nam bukiety róż (Ginny- czerwonych, Hermionie i mi- żółtych) Ginny i Miona wciągnęły ze świstem powietrze, a ja się tylko uśmiechnęłam.
Następny był Scorpius ze swoim ojcem. Scor wręczył mi bukiet czerwonych róż, a jego ojciec Ginny i Mionie bukiety judaszowców z żółtymi różami. Zaśmiałam się szyderczo na widok tych bukietów i wzrok wszystkich zwrócił się na mnie. Ja nie przejmując się tym podeszłam do Scorpiusa i szepnęłam mu:
- Po balu w moim pokoju z ojcem. - Szybko wróciłam na swoje miejsce i do końca balu na moich ustach błąkał się szyderczy uśmiech.
Oczywiście zniknął gdy tylko zaczęły się tańce. Naprawdę kocham tańczyć. Pierwszy zaprosił mnie Scor, akurat w momencie gdy zaczęła się wolna piosenka. Przybliżyliśmy się do siebie, a mnie przeszły przyjemne dreszcze gdy tylko dotknęłam jego ciepłego ciała.
- Już wiesz? - Wyszeptał mi do ucha.
- Oczywiście. - Odpowiedziałam mu zmysłowym szeptem, a on oblał się rumieńcem. Do końca tańca był cały czerwony. Jak zaczęła się szybsza piosenka do tańca zaprosił mnie Dracon. Miałam zamiar zabawić się jego kosztem. Gdy tylko nadarzała się okazja szeptałam mu "Ja o tym wiem". Za pierwszym razem pozostał niewzruszony, za drugim zaczął się stresować, a za trzecim odszedł szybko, przepraszając mnie. Mój uśmiech tylko się powiększył.
Następnie do tańca zaprosił mnie... Crouch Jr. Zdziwiłam się, ponieważ jego dusza miała zostać wyssana przez dementora zaraz po trzecim zadaniu w Turnieju Trójmagicznym, a on tańczył ze mną. Oczywiście nie ukazywałam mojego zdziwienia. Nałożyłam maskę obojętności. Crouch był dobrym tancerzem, szczerze powiedziawszy świetnym. Przetańczyliśmy razem trzy tańce, a potem on zaproponował abyśmy się czegoś napili. Zgodziłam się i podeszliśmy do długiego stołu z przystawkami i napojami. Nalał mi i sobie ponczu. Chcąc przerwać tą niezręczną ciszę zaczęłam rozmowę.
- Jak to się stało, że ty żyjesz? - Zapytałam znudzonym głosem, a on zaśmiał się krótko.
- Gdy tylko wyczułem dementorów wyrwałem różdżkę McGonagall, ogłuszyłem ją i wymazałem jej pamięć. Uciekając z zamku wymazałem pamięć Snape'owi i Knotowi oraz wyczarowałem Patronusa aby przepędzić dementorów. - Powiedział z uśmiechem na ustach. Przypomniało mi się jak on dawał nam bukiety. Ginny i Hermionie (które od razu poznał) dał bukiety z lawendy, kapryfolium i wiciokrzewu, a mi bukiet... czerwonych róż i tulipanów. "Cholera jasna!" pomyślałam "Wyznanie miłości, dobre sobie. Ja kocham tylko... Nie, nie, nie! Ja nie kocham Scorpiusa!" .
Mojej uwadze nie umknął jeden szczegół. Barty umiał wyczarować Patronusa! Chyba jedyny ze śmierciożerców!
- Jaki miał kształt?
- Kobra królewska.
Szczęka mi opadła. Tym razem nie mogłam ukryć mojego zdziwienia i szoku. Moim Patronusem jest kobra królewska!
Bal się kończył, więc Barty zaprosił mnie do ostatniego tańca. Tym razem był wolny. Barty przyciągnął mnie do siebie, złapał mnie w talii i prowadził. Czułam się dziwnie. Prawie tak samo jak w obecności Scorpiusa. Przyjemnie mi się z nim tańczyło. On jako jedyny z wszystkich osób tam obecnych mógł zostać mi kimś bliższym. Piosenka się skończyła, on ucałował moją dłoń, pożegnał się i obiecał, że będzie do mnie pisać.
Szybkim krokiem wyszłam z sali i skierowałam się do mojego pokoju.
Przed drzwiami zobaczyłam Scorpiusa i jego ojca. Na moją twarz wpłynęła maska rozbawienia z szyderczym uśmiechem. Przeszłam obok nich, weszłam do pokoju i zaprosiłam ich do środka. Gdy drzwi zostały zamknięte rzuciłam na pokój, teraz wyglądający jak gabinet, zaklęcie wyciszające i anty-podsłuchowe.
- Przecież tutaj była sypialnia! - Krzyknął zszokowany Scorpius.
- Proste zaklęcie dostosowania. - Rzekłam wymijająco.
~*~
Następny rozdział! Wracam do normalnego trybu dodawanie rozdziałów. 
Rozdziały co dwa tygodnie. Tak późno dlatego, że mam prawie dwa miesiące do nadrobienia w szkole. 
Co dwa tygodnie choruję, więc mam problemy ze szkołą. Rodzice chcieli załatwić mi prywatnego nauczyciela ale wyzdrowiałam -,- A już chciałam robić imprezę z okazji opuszczenia szkoły!
Mam nadzieję, że się podoba i...
dodajcie jakieś komentarze bo dołuje mnie ich brak. Czasami się czepiają, że ludzie zawieszają blogi, ale to nie nasza wina, że nie dodajecie komentarzy! 
Pozostawiam was z rozdziałem.
Do zobaczenia, cześć, trzymajcie się! :D

poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 9

~*~

-Szybciej dziewczyny! - Usłyszałam krzyk z korytarza.
To Narcyza, ceni sobie punktualność. Za pięć minut mamy się spotkać z Lucjuszem w Esach i Floresach a uwierzcie, że teleportacja z TEGO domu jest długa.
- Chwila! - Krzyknęłyśmy wszystkie naraz.
Właśnie szykowałyśmy się do wyjścia na Pokątną. Ja poprawiałam makijaż, a Gin i Miona chowały listy do torebek.
Wszystkie byłyśmy ubrane w czarne szaty do ziemi, bo nie mogłyśmy pozwolić żeby ktoś nas rozpoznał. Ale jak ktoś mógłby nas rozpoznać? Jesteśmy zmienione w ''prawidłowe wersje''.
Czasami po treningach słyszę jak Miona i Gin rozmawiają. Najczęstszym tematem są Potter i Weasley. Dziewczyny martwią się jak oni zareagują na to wszystko. Mnie nie znają więc się nie przejmuję.
Śmieszy mnie ich zamartwianie się o te cioty, a zarazem smuci, bo robią to razem. Zupełnie tak jakbym w ogóle ich nie obchodziła. Jestem zazdrosna o ich cholerną troskę!
Rozmawiamy ze sobą tylko podczas lekcji i czasami po posiłkach.
Chciałabym im pokazać, że jestem godna zaufania, że mogą ze mną porozmawiać nawet na temat ciot.
Kiedyś zapytały się mnie dlaczego mówię o nich ''cioty'' skoro nawet ich nie znam. Odpowiedziałam, że wszyscy od urodzenia wpajali mi, że oni są beznadziejni, że nic nie umieją zrobić bez Hermiony i miałam wtedy wykład o tym jacy to "chłopcy" są cudowni. Ble!
Skończyłam myśleć o nich i poszłam do Narcyzy. Lucjusz i Draco byli gotowi i czekali na dworze. Gdy dziewczyny doszły do nas odezwała się Narcyza:
- Oddajcie różdżki. - Powiedziała beznamiętnie.
- Nie! - Wykrzyknęły razem Miona i Gin, a ja oddałam posłusznie różdżkę Narcyzie.
Nie chciałam słuchać kłótni, więc wyszłam przed dwór. Przed bramą zobaczyłam Draco i jakiegoś nieznanego mi chłopaka.  Był wysokim brunetem z pięknymi brązowymi oczami. Popatrzył mi się w oczy, a ja nie miałam zamiaru przerywać tego kontaktu. Pierwszy raz od paru lat tak dziwnie się czułam. Patrzył mi w oczy z zaciekawieniem i czymś czego nie mogłam rozpoznać. Przerwaliśmy kontakt dopiero gdy przyszły Hermiona, Ginny i Narcyza.
- Scorpius, ty idziesz z Draconem i Sarą. Ja z Lucjuszem, Hermioną i Ginny. - Powiedziała Narcyza.
Scorpius, ładne imię. Pasuje do mojego. Scorpius podszedł do mnie, ukłonił się i podał mi rękę. Ujęłam ją, a Draco zrobił to samo co Scorpius. Poczułam nagły skręt w okolicy pępka i zamknęłam oczy. Nigdy nie lubiłam teleportacji łącznej. Gdy znaleźliśmy się na Pokątnej poczułam się słabo i zemdlałam.
~*~
Gdy się obudziłam poczułam, że leżę w moim łóżku. Jak ja się tam znalazłam? Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam to wpatrujące się we mnie te cudowne brązowe oczy.
- Nic ci nie jest? - Zapytał z troską.
- Głupie pytanie. - Zaśmiałam się. - Dobrze. Gdzie są wszyscy? Przecież mieliśmy być na Pokątnej.
- To było trzy dni temu. - Uśmiechnął się. - Zemdlałaś po teleportacji i ja i pan Malfoy zabraliśmy cię z powrotem do domu. Byłaś osłabiona, ale mój ojciec podawał ci eliksiry wzmocnienia i teraz powinnaś coś zjeść. - Powiedział i położył mi na kolanach tacę z naleśnikami i sokiem dyniowym. - Masz to zjeść.
- Nie jestem głodna.
- Bo jesteś pod wpływem eliksiru, a jak on przestanie działać to będziesz bardzo głodna. Wiem z własnego doświadczenia. - Znowu posłał mi ten czarujący uśmiech, ale ja nie miałam zamiaru nic jeść. - Jedz, bo cię nakarmię!
- Spróbuj. - Tym razem to ja się uśmiechnęłam.
- Za każdym razem jak dam ci kawałek naleśnika będziesz mogła zadać mi jedno pytanie.
Ciekawa propozycja.
- Dobrze. - Poczułam jak moc eliksiru słabnie, a Scorpius strasznie przedłużał krojenie naleśnika. - Och daj mi ten widelec, bo już nie wytrzymuję!
On tylko się uśmiechnął i podał mi widelec. Zaczęłam bardzo szybko jeść.
- Nie tak szybko bo się udławisz. - Zaśmiał się Scorpius.
- Jestem cholernie głodna!
~*~
- Kim jest twój ojciec? - Zapytałam gdy przełknęłam ostatni kawałek naleśnika.
- Severus Snape.
- Nie znam, ale słyszałam jak dziewczyny o nim rozmawiały. Teraz twoja kolej.
- Gdzie się wychowałaś?
- Przez pierwsze jedenaście lat życia mieszkałam we Francji z fałszywą matką. Potem przeprowadziłam się do Stanów do fałszywego ojca i jakiś miesiąc temu przyjechałam do Brytanii. A ty gdzie się wychowałeś?
- Wychowałem się u dalekiej ciotki mojego ojca w Bułgarii. Do Anglii przyjechałem pół roku temu. Masz chłopaka?
- Nie, a ty masz partnerkę?
Schodziliśmy na grząski temat.
- Nie i nigdy nie miałem.
- Dziwne taki przystojny chłopak i nie ma dziewczyny.
- A więc twierdzisz, że jestem przystojny?
- Ymm.. Nooo.. Eeee... - Zaczęłam się jąkać.
- Ha ha ! - Zaśmiał się Scorpius. - Muszę iść. Ojciec kazał mi przyjść do siebie jak się obudzisz.
Wstał z mojego łóżka, pocałował mnie w czoło i wyszedł.
~*~
- Albusie, kiedy moja córka wróci z tej tajnej misji? - Krzyknęła poddenerwowana Molly.
- Po raz enty powtarzam ci, że ona nie jest twoją córką i nie musisz się o nią tak martwić. - Jak zwykle spokojnie odpowiedział jej Albus.
- Ale ją wychowałam i mam prawo wiedzieć gdzie ona jest! - Rozpaczała.
- Prawo to ty masz do milczenia. - Odezwała się Sophie stojąca w drzwiach gabinetu.
- To nie twoja sprawa!
- Założę się, że moja. Prawda TATO? - Podkreśliła ostatnie słowo.
Albus skinął głową i chwilę rozmyślał.
- Molly... - Przerwał myśląc o tym jak ma jej to wytłumaczyć. - Pamiętasz naszą rozmowę sprzed tygodnia. Wyjaśniłem ci to, ale nie powiedziałem kim są prawdziwi rodzice Ginny. A więc...
- Nie zaczyna się zdania od "a więc". - Wtrąciła mu się w pół zdania Sophie.
- Ginny jest córką Sophie i Alex'a White'a. Tak samo jak Hermiona i Sara.
Molly tylko spojrzała na Sophie i z płaczem wybiegła z gabinetu.
~*~
Prawie trzy miesiące czekania na rozdział. Przepraszam, ale stwierdziłam, ze jak trochę poczytam to będę lepiej pisać. Przeczytałam trylogię Igrzysk Śmierci, Inferno i wszystkie części Percy'ego Jackson'a i Bogów Olimpijskich :) Następny rozdział za dwa tygodnie.