Zebrałam myśli i szykowałam się na podróż na Pokątną. Muszę kupić wszystkie potrzebne rzeczy, bo niestety ostatnio nie miałam jak. Szedł ze mną Barty. Jedyna osoba (oprócz dziewczyn) która mogła ze mną przebywać gdy byłam bez maski. Nie żebym ich nie lubiła (słuchali każdego mojego rozkazu), po prostu nikt nie mógł poznać, że córka Czarnego Pana jest szanowną wnuczką dyrektora.
Było w pół do trzeciej. Jak najszybciej poszłam się przebrać, bo nie miałam zamiaru paradować po Pokątnej w różowej koszuli nocnej po kolana.
Wybrałam czarne rurki, czerwone trampki i czerwono-czarną koszulę w kratę. Rękawy koszuli podwinęłam, bo chciałam się cieszyć jeszcze pustym przedramieniem. Włosy spięłam w wysokiego kucyka czerwoną wstążką do włosów. Wzięłam z komody swoją cisową różdżkę i moją specjalną - zwiększoną w środku - torebkę.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się do holu, gdzie czekał na mnie Barty. Miał zmieniony wygląd*. Jego włosy związane ciemno zieloną wstążką były do łopatek, a jego zarost był o wiele bardziej widoczny niż wcześniej. Na sobie miał czarne spodnie, czarne trampki i ciemno zieloną koszulę z rozpiętym pierwszym guzikiem. Wyglądał cudownie. Lekko zaczerwieniona podeszłam do niego.
- Dzień dobry. - Powiedział cicho.
- Dobry, bardzo dobry. - Mówiłam z uśmiechem. On wyciągnął do mnie rękę, a ja ją złapałam. Po chwili staliśmy już na Pokątnej. - Najpierw do Gringott'a. Muszę założyć nową skrytkę i przenieść tam pieniądze z kilku innych skrytek. Potem przejdziemy się tutaj po kilku sklepach i idziemy na Nokturn.
Zadecydowałam, że chcę własną skrytkę ponieważ nie mam zamiaru przy niewłaściwych osobach wchodzić do innych skrytek. Co by było gdybym przyjechała tutaj ze znajomymi z Hogwartu i poszlibyśmy do skrytki Slytherinów lub Gauntów albo Dumbledorów?!
- Dobrze. - Zgodził się Barty. - Jak ja dawno tutaj nie byłem. - Mówił rozglądając się wokoło - Najpierw Azkaban, potem niewola u ojca i później to siedzenie w waszym dworze. Wiesz, że wychodziłem z dworu raz na trzy tygodnie?
- To musiało być męczące. - Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę banku. Biegłam szybko i śmiałam się za każdym razem gdy Barty się przewracał. Dobiegliśmy zdyszani przed drzwi banku. Po ochłonięciu weszliśmy do środka. Gobliny patrzyły na nas z zaciekawieniem. Podeszliśmy do pierwszego okienka.
- Chciałabym założyć skrytkę oraz odwiedzić kilka.
- Jaką skrytkę chciałaby pani założyć? - Zapytał skrzeczącym głosem goblin.
- Skrytkę przedsiębiorczą. - Chciałam mieć zabezpieczenie na przyszłość. Goblin zapisał to na kartce.
- Imię i nazwisko?
- Sara Dumbledore. - Goblin spojrzał na mnie znad swoich okularów połówek.
- Dumbledore? - Zapytał podejrzliwie. Spojrzałam na niego chłodnie. - Wiek?
- 16 lat.
- Szkoła?
- Hogwart.
- Jakieś zabezpieczenia?
- Hasło, klucz, test prawdy* i smok. Cenię sobie bezpieczeństwo.
- Skrytka numer 514 będzie gotowa za dwie godziny. - Ten jego skrzeczący głos mnie denerwował. - Jakie skrytki chce pani odwiedzić? - W końcu.
- 19, 44, 344 i 711*. Odwiedzamy zaczynając od najwyższej. - Byłam zniecierpliwiona. Przymus czekania dwie godziny na skrytkę był dla mnie bardzo wkurzający.
- Proszę za mną. - Skrzeknął goblin. Dopiero teraz zauważyłam, że dalej trzymam za rękę Barty'iego.
- Przepraszam. - Powiedziałam zawstydzona. Przez paręnaście minut trzymałam za rękę prawie nieznanego mi mężczyznę.
- Nic się nie stało. - Wyszczerzył się do mnie, a ja oblałam się soczystym rumieńcem. Zazwyczaj umiałam zachować spokój i opanować emocje, ale on i Scorpius po prostu tak na mnie działali. Poszliśmy za goblinem. Po drodze do pierwszej skrytki nic się nie stało. Dojechaliśmy spokojnie. Dałam goblinowi klucz, zabrałam wszystkie pieniądze do mojej torebki i pojechaliśmy dalej. Droga była dłuższa. W połowie zaczęło mnie mdlić, więc położyłam głowę na ramieniu Barty'iego. Zamknęłam oczy i zaczęłam głęboko oddychać.Gdy tylko dojechaliśmy do skrytki natychmiast odsunęłam się od niego.
- Co się stało? - On się po prostu ze mną bawił.
- Och cicho bądź Vetus. - Odgryzłam mu.
- Nie jestem stary! - Oburzył się żartobliwie.
- Od teraz będę cię tak nazywać. Pasuje do ciebie. - Zaczęłam chichotać. Barty tylko prychnął i wyszedł z wózka. Wyszłam za nim, podałam goblinowi klucz, podałam mu hasło i wykonałam test krwi. Wszystko poszło dobrze, więc goblin otworzył skrytkę. Była zupełnie pusta. Rzuciłam zaklęcie skanujące na ściany i znalazłam tam drzwi do prywatnej biblioteki. Była cała zapełniona. Kazałam goblinowi zlecić przeniesienie ksiąg do mojej nowej skrytki. Następna skrytka miała takie same zabezpieczenia. Zabrałam z niej dużo pieniędzy, kilka wartościowych ksiąg oraz kilka szczególnych rzeczy, które chciałam zbadać. Z następną skrytką było trochę trudniej. Przejechaliśmy przez wodospad złodzieja i dojechaliśmy do skrytki po dwudziestu minutach. Przeszliśmy szybko obok smoka, doszliśmy do skrytki i tutaj zaczęło się pod górkę. Hasło było w wężomowie, a ja nie chciałam się zdradzić przed goblinem. Barty zaciągnął go na stronę, a ja mogłam bezpiecznie dostać się do skrytki.
Było to ogromne pomieszczenie z zielonymi ścianami ze srebrnymi wykończeniami, ciemną, mahoniową podłogą i przeszklonym sufitem nad którym była woda. Na przeciwległej ścianie powieszone były portrety wszystkich moich przodków aż do samego Salazara. Podeszłam do pierwszych drzwi po lewej. Była tam wielka biblioteka z samo-uzupełniającymi się kronikami rodzinnymi i księgami z każdej dziedziny magii. Wzięłam księgi z działu magii umysłu, czarnej magii, eliksirów i kilka kronik rodzinnych. Gdy wyszłam z biblioteki zauważyłam wielkie, misternie ozdobione, srebrne wrota. Ciągnęło mnie w ich stronę, więc podeszłam do nich. Na drzwiach był wyryty napis: "Genus est potentia. Magia est potentia."*
Przeczytałam go na głos i drzwi się otworzyły. W pomieszczeniu do którego weszłam były wysokie aż pod sufit, oszklone szafki z różnego typu rzeczami. Na jednej widziałam medaliony, na drugiej pierścienie, a na trzeciej diademy. Było ich o wiele więcej, ale nie przyjrzałam się im ponieważ moją uwagę przykuło duże czarne jajo stojące nad kominkiem na samym końcu sali. Szybkim, ale cichym krokiem podeszłam do jaja i dotknęłam jego skorupy. Było gorące i emanowało przyjemnym ciepłem. Po chwili skorupa zaczęła pękać i usłyszałam ciche piski. Od jaja zaczęło bić ogromne światło. Prawą ręką zakryłam oczy, a lewą pozostawiłam przy skorupie.
Gdy światło zaczęło niknąć, odsłoniłam oczy i zobaczyłam dużego, przepięknego, zielono-srebrnego feniksa siedzącego na mojej wyciągniętej ręce. Nieśmiało wyciągnęłam drugą dłoń i pogłaskałam go po piórach. Drgnął pod moim dotykiem, ale uspokoił się gdy przekonał się, że nie mam co do niego złych zamiarów. Feniks skłonił mi tylko lekko swoją główką i podleciał na moje ramię. Po drodze do wyjścia zabrałam jeszcze kilka ciekawych "dodatków" i kilka ksiąg na temat feniksów. Wyszłam ze skrytki wpadając na Barty'iego. Chciał wiedzieć dlaczego tak długo tam siedziałam i dlaczego taki cudowny feniks siedzi mi na ramieniu.
- Cudowny. Mirabile! - Pogłaskałam feniksa po główce. - Od dzisiaj jesteś Mirabile.* - Zwróciłam się do ptaka.
Wyszliśmy z banku i poszliśmy do sklepów. W każdym z nich ludzie rzucali mi ukradkowe spojrzenia, a niektórzy po prostu patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami. Przecież nie codziennie widują na ulicy dziewczynę z feniksem na ramieniu.
Dwie godziny, 882 galeony, cztery przeciążone koszyki w księgarni i jedną kłótnię później poszliśmy do Gringotta. Odebrałam papiery i razem z Barty'im (Przypis autorki: tu chyba się rąbnęłam, bo nie miałam pojęcia jak to napisać. Możecie mnie poprawić w komentarzach bo liczę, że jakieś się pojawią.) wróciliśmy do dworu akurat na naznaczenie.
~*~
Mroczny Znak był bardzo widoczny na mojej bladej skórze. Wyglądał inaczej niż znaki zwykłych Śmierciożerców. Wąż owinięty był wokół sztyletu (znak przynależności do rodziny Slytherinów) , na czaszce była korona (symbol władzy), a cały znak był większy, wyraźniejszy i miał kilka kolorów (przede wszystkim zielony, srebrny, szary i czarny). Jako, że ojciec nie chciał abym została rozpoznana musiałam mieć ciągle zasłonięte prawe przedramię. Gdy dowiedziała się, ze znak ma być na prawej ręce byłam szczęśliwa. Oznaczało to, że ojciec daje mi taką samą władzę jaką on sam miał. Wreszcie!
* 19 - skrytka Slytherinów
44 - skrytka Dumbledore'ów
344 - skrytka Gaunt'ów
711 - skrytka byłego chłopaka Sary
* "Rodzina jest najważniejsza. Magia jest najważniejsza." - w wolnym tłumaczeniu Google Tłumacza z łaciny
* wspaniały
~*~
* Wodospad złodzieja* 19 - skrytka Slytherinów
44 - skrytka Dumbledore'ów
344 - skrytka Gaunt'ów
711 - skrytka byłego chłopaka Sary
* "Rodzina jest najważniejsza. Magia jest najważniejsza." - w wolnym tłumaczeniu Google Tłumacza z łaciny
* wspaniały
~*~
Co czuję? Rozczarowanie. Jest ponad 1500 wyświetleń i tylko 6 komentarzy. 6! Smutno mi :c Następny rozdział pojawi się dopiero gdy będą 4 komentarze i NASTĘPNYM RAZEM nie dodam rozdziału z litości i niecierpliwości! ( A tak btw. to dziękuję za cudowne, dla mnie, odpowiedzi w ankiecie.)
Dzisiaj znalazłam twojego bloga, jest całkiem niezły. Bałam się, że zbyt zagmatwasz fabułę, bo wykorzystujesz jedne z głównych postaci z kanonu, ale miłe mnie zaskoczyłaś i nie jest źle 😉. Co do czterech komentarzy nie poddawaj się i pisz dalej. Ja z pewnością będę kontynuować czytanie 😄.
OdpowiedzUsuń