słowniczek: myśli innych
~*~
Stałam na stacji razem z Barty'm. Był on od wczoraj moim prywatnym ochroniarzem. Miał identyczne przebranie jak w momencie gdy byliśmy na Pokątnej.
Kilka metrów od nas stały dziewczyny. Czekały na swoich przyjaciół. Weasley'owie mieli przybyć za dziesięć minut razem z Harry'm Potter'em. Na dziewczyny została nałożona wieczysta przysięga i nie mogły mówić o tym co się działo w czasie końca wakacjii ani o ojcu, więc Zakon nie miał szans na dowiedzenie się o naszej tajemnicy.
Wydawało mi się, że jak rano przechodziły obok mojego pokoju rozmawiały o tym czy można jakoś ominąć działanie tej przysięgi. W czasie roku szkolnego będą miały dostęp do biblioteki szkolnej, więc wydawało mi się, że mogą znaleźć odpowiedź na to pytanie. Musiałam je jakoś powstrzymać, ponieważ wiedziałam, że jedynym sposobem na złamanie wieczystej przysięgi i przeżycie jest zabicie ojca i jego gwarantanta, którym była nasza matka.
Gdy na zegarze wskazówki wskazały za dziesięć jedenasta na peron weszli członkowie Zakonu z Weasley'ami i Potter'em. Jak Ginny i Hermiona ich zobaczyły od razu pobiegły w ich stronę. Nie mogłam na nich patrzeć, więc odwróciłam wzrok.
- Powinnaś już zająć przedział. Niedługo nie będziesz miała gdzie usiąść. - Stwierdził Barty.
- Masz rację. Powinnam już iść. - Powiedziałam spięta. - Eeeeee... Cześć. - I odeszłam od niego.
Gdy byłam już przy schodkach do pociągu usłyszałam: Do zobaczenia. - I poczułam jak Barty mnie przytula. To było dziwne, ale obróciłam się i też się przytuliłam. Gdy tylko go puściłam, szybko weszłam do wagonu.
Powoli szukałam wolnego wagonu, lecz wszystkie obok których przeszłam były zajęte. W momencie, gdy pociąg ruszył otworzyły się drzwi przedziału obok którego przechodziłam. W drzwiach stał Draco.
- Sara! - Zawołał speszony.
- Witaj Draco. Mogę wejść? - Zapytałam z wymuszonym, miłym tonem.
- Tak. Oczywiście! - Szybko przesunął się i wpuścił mnie do środka.
W środku siedzieli Scorpius, Pansy Parkinson, Teodor Nott, Millicenta Bulstrode i Blaise Zabini. Dziewczyny siedziały po jednej stronie, a chłopcy po drugiej.
Draco wszedł do przedziału i zamknął za sobą drzwi.
- Ekhem - Zwrócił na siebie uwagę wszystkich. - To jest Sara Dumbledore. - Przedstawił mnie wszystkim i podał po kolei ich imiona, ale nie musiał, bo znałam wszystkich z opowiadań Scorpiusa.
Podeszłam do okna, a dziewczyny się przesunęły i mogłam usiąść. Gdy to zrobiłam, wyciągnęłam z kufra książkę o czarnej magii i zaczęłam czytać.Po pewnym czasie napięta atmosfera się rozluźniła i wszyscy zaczęli normalnie ze sobą rozmawiać. Tylko Scorpius patrzył na mnie. Podniosłam wzrok i moje oczy napotkały jego.
Te jej oczy. Są przerażające zupełnie jak oczy jej ojca. Przeszywają mnie na wylot. I jeszcze ten szkarłatny błysk. Mam nadzieję, że teraz coś się zmieni. Od tamtego balu się do mnie nie odezwała. Boję się jej, ale jednak się do niej przywiązałem. Mogła by mi zrobić wszystko, a ja i tak bym przy niej trwał. Zupełnie jak ona trwa przy swoim ojcu. Nawet jeśli ma zamiar mnie zabić, ja chcę jej pokazać, że jej ojciec nie jest najważniejszy. Mam zamiar pokazać jej przyjaźń, ale taką prawdziwą i od serca. Może ta przyjaźń zmieni się w coś innego?
Zerwałam kontakt wzrokowy. Tyle mi wystarczyło. Po raz pierwszy od mojego pierwszego treningu poczułam coś takiego. To była chyba wdzięczność. Byłam wdzięczna, że przy mnie trwał. Co z tego, że on i jego ojciec są zdrajcami?
Powoli szukałam wolnego wagonu, lecz wszystkie obok których przeszłam były zajęte. W momencie, gdy pociąg ruszył otworzyły się drzwi przedziału obok którego przechodziłam. W drzwiach stał Draco.
- Sara! - Zawołał speszony.
- Witaj Draco. Mogę wejść? - Zapytałam z wymuszonym, miłym tonem.
- Tak. Oczywiście! - Szybko przesunął się i wpuścił mnie do środka.
W środku siedzieli Scorpius, Pansy Parkinson, Teodor Nott, Millicenta Bulstrode i Blaise Zabini. Dziewczyny siedziały po jednej stronie, a chłopcy po drugiej.
Draco wszedł do przedziału i zamknął za sobą drzwi.
- Ekhem - Zwrócił na siebie uwagę wszystkich. - To jest Sara Dumbledore. - Przedstawił mnie wszystkim i podał po kolei ich imiona, ale nie musiał, bo znałam wszystkich z opowiadań Scorpiusa.
Podeszłam do okna, a dziewczyny się przesunęły i mogłam usiąść. Gdy to zrobiłam, wyciągnęłam z kufra książkę o czarnej magii i zaczęłam czytać.Po pewnym czasie napięta atmosfera się rozluźniła i wszyscy zaczęli normalnie ze sobą rozmawiać. Tylko Scorpius patrzył na mnie. Podniosłam wzrok i moje oczy napotkały jego.
Te jej oczy. Są przerażające zupełnie jak oczy jej ojca. Przeszywają mnie na wylot. I jeszcze ten szkarłatny błysk. Mam nadzieję, że teraz coś się zmieni. Od tamtego balu się do mnie nie odezwała. Boję się jej, ale jednak się do niej przywiązałem. Mogła by mi zrobić wszystko, a ja i tak bym przy niej trwał. Zupełnie jak ona trwa przy swoim ojcu. Nawet jeśli ma zamiar mnie zabić, ja chcę jej pokazać, że jej ojciec nie jest najważniejszy. Mam zamiar pokazać jej przyjaźń, ale taką prawdziwą i od serca. Może ta przyjaźń zmieni się w coś innego?
Zerwałam kontakt wzrokowy. Tyle mi wystarczyło. Po raz pierwszy od mojego pierwszego treningu poczułam coś takiego. To była chyba wdzięczność. Byłam wdzięczna, że przy mnie trwał. Co z tego, że on i jego ojciec są zdrajcami?
~*~
Był już prawie koniec podróży, gdy stwierdziłam, że czas rozprostować kości. Wstałam i bez słów wyszłam z przedziału. Chodziłam po korytarzu bez celu. Już miałam wracać do przedziału gdy poczułam szarpnięcie w okolicy pępka.
*Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam czułam się jakbym była w myślodsiewni.
Obróciłam się zobaczyłam starszą wersję siebie leżącą w pokoju wyglądającym jakby przeszedł tam huragan. Leżała na podłodze cała zapłakana, a na jej dłoniach widać było rany z których wypływała krew. Przed jej ciałem leżało zdjęcie Scorpiusa.*
~*~
Podróż już się kończyła, a Sara wyszła z przedziału. Chciałem się jej zapytać gdzie idzie lecz ona już wyszła. Wybiegłem za nią i zobaczyłem jak z dużą prędkością zmierza w stronę przedziału prefektów. Zatrzymałem się, a ona zrobiła to samo. Pobiegłem w jej stronę i gdy byłem za nią ona zemdlała. Złapałem ją w ostatniej chwili. Zacząłem panikować. Znowu zemdlała w mojej obecności. Musiałem kogoś zawiadomić.
Wtedy zobaczyłem Hermionę wychodzącą z przedziału prefektów.
- Hermiona! - Zawołałem za nią. Odwróciła się w moją stronę i gdy zobaczyła Sarę natychmiast do nas podbiegła. - Znowu zemdlała. Zawiadom kogoś! - Panikowałem.
- Kogo? - Zapytała.
- McGonagall na przykład! - Krzyknąłem z paniką w głosie.
Popatrzyła na nią i wyczarowała patronusa. Była to łania. Najwidoczniej nie tylko ja zdziwiłem się widokiem tego zwierzęcia. Ona patrzyła to na mnie to na łanie. Gdy się ocknęła kazała jej przekazać wiadomość o zemdleniu Sary.
Teraz pozostało nam tylko czekać.
~*~
Nowy rozdział! Trwało to bardzo długo, ale jednak jest :D
Przedłużyło się to, ponieważ byłam nad morzem. Było tak gorąco.
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze wpada i skomentuje moją pracę. Co będzie z Scorpiusem nie powiem! Spoilers!
Miłego końca wakacji!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz