Gdy wspominałam tamten moment, do sali wpadła moja podobizna. Trudno było mi zauważyć jakieś emocje na jej twarzy i niezmiernie mnie to zdziwiło. Tylko w oczach widać było niewyobrażalną furię i... smutek.
Podbiegła do lustra wiszącego nad kominkiem i po prostu walnęła w nie z pięści. Lustro rozbiło się na kawałki i poraniło jej lewą dłoń. Następne co zrobiła to podbiegła do szafki, na której leżały figurki. Połowę zrzuciła na podłogę, a kilka zgniotła w dłoniach. Odwróciła się i podbiegła na środek sali. Skuliła się w sobie.
Nagle wyrzuciła ręce na boki i 'wyrzuciła' z siebie falę magię. Ogrom tej magii mnie zaskoczył. Magia rozwalała wszystko na swojej drodze. Nawet drewno w kominku rozczepiło się na części, każda ławka, szafka i krzesło było połamane. Figurki, których nie zniszczyła własnoręcznie, zostały rozwalone na części. Gdy magia już opadła, moja podobizna upadła na ziemię i zaczęła szlochać. Drżącą ręką wyciągnęła z kieszeni zdjęcie Scorpiusa. Dłonie drżały jeszcze bardziej, więc zdjęcie wyślizgnęło się i upadło na podłogę. Chwilę później ręka też. Moja starsza kopia zaczęła jeszcze bardziej szlochać, a po jej policzkach płynęło coraz więcej łez.*
Witam :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie skończyłam czytać. Bardzo mi się podoba to, co piszesz. Podoba mi się Twój styl! Nie zauważyłam jakichś większych błędów, co jest dużym plusem (no, np. tutaj masz dość dziwne zdanie: ,,Nagle wyrzuciła ręce na boki i 'wyrzuciła' z siebie falę magię")... Fakt, robisz sporo powtórzeń, ale o to się nie czepiam, gdyż to naprawdę częste na blogach :) Jedyne, co mi się nie podoba, to wygląd bloga. Nieestetyczny szablon i czcionka utrudniająca czytanie to zło :c
Życzę weny i czekam na następne posty! :)