poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 9

~*~

-Szybciej dziewczyny! - Usłyszałam krzyk z korytarza.
To Narcyza, ceni sobie punktualność. Za pięć minut mamy się spotkać z Lucjuszem w Esach i Floresach a uwierzcie, że teleportacja z TEGO domu jest długa.
- Chwila! - Krzyknęłyśmy wszystkie naraz.
Właśnie szykowałyśmy się do wyjścia na Pokątną. Ja poprawiałam makijaż, a Gin i Miona chowały listy do torebek.
Wszystkie byłyśmy ubrane w czarne szaty do ziemi, bo nie mogłyśmy pozwolić żeby ktoś nas rozpoznał. Ale jak ktoś mógłby nas rozpoznać? Jesteśmy zmienione w ''prawidłowe wersje''.
Czasami po treningach słyszę jak Miona i Gin rozmawiają. Najczęstszym tematem są Potter i Weasley. Dziewczyny martwią się jak oni zareagują na to wszystko. Mnie nie znają więc się nie przejmuję.
Śmieszy mnie ich zamartwianie się o te cioty, a zarazem smuci, bo robią to razem. Zupełnie tak jakbym w ogóle ich nie obchodziła. Jestem zazdrosna o ich cholerną troskę!
Rozmawiamy ze sobą tylko podczas lekcji i czasami po posiłkach.
Chciałabym im pokazać, że jestem godna zaufania, że mogą ze mną porozmawiać nawet na temat ciot.
Kiedyś zapytały się mnie dlaczego mówię o nich ''cioty'' skoro nawet ich nie znam. Odpowiedziałam, że wszyscy od urodzenia wpajali mi, że oni są beznadziejni, że nic nie umieją zrobić bez Hermiony i miałam wtedy wykład o tym jacy to "chłopcy" są cudowni. Ble!
Skończyłam myśleć o nich i poszłam do Narcyzy. Lucjusz i Draco byli gotowi i czekali na dworze. Gdy dziewczyny doszły do nas odezwała się Narcyza:
- Oddajcie różdżki. - Powiedziała beznamiętnie.
- Nie! - Wykrzyknęły razem Miona i Gin, a ja oddałam posłusznie różdżkę Narcyzie.
Nie chciałam słuchać kłótni, więc wyszłam przed dwór. Przed bramą zobaczyłam Draco i jakiegoś nieznanego mi chłopaka.  Był wysokim brunetem z pięknymi brązowymi oczami. Popatrzył mi się w oczy, a ja nie miałam zamiaru przerywać tego kontaktu. Pierwszy raz od paru lat tak dziwnie się czułam. Patrzył mi w oczy z zaciekawieniem i czymś czego nie mogłam rozpoznać. Przerwaliśmy kontakt dopiero gdy przyszły Hermiona, Ginny i Narcyza.
- Scorpius, ty idziesz z Draconem i Sarą. Ja z Lucjuszem, Hermioną i Ginny. - Powiedziała Narcyza.
Scorpius, ładne imię. Pasuje do mojego. Scorpius podszedł do mnie, ukłonił się i podał mi rękę. Ujęłam ją, a Draco zrobił to samo co Scorpius. Poczułam nagły skręt w okolicy pępka i zamknęłam oczy. Nigdy nie lubiłam teleportacji łącznej. Gdy znaleźliśmy się na Pokątnej poczułam się słabo i zemdlałam.
~*~
Gdy się obudziłam poczułam, że leżę w moim łóżku. Jak ja się tam znalazłam? Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam to wpatrujące się we mnie te cudowne brązowe oczy.
- Nic ci nie jest? - Zapytał z troską.
- Głupie pytanie. - Zaśmiałam się. - Dobrze. Gdzie są wszyscy? Przecież mieliśmy być na Pokątnej.
- To było trzy dni temu. - Uśmiechnął się. - Zemdlałaś po teleportacji i ja i pan Malfoy zabraliśmy cię z powrotem do domu. Byłaś osłabiona, ale mój ojciec podawał ci eliksiry wzmocnienia i teraz powinnaś coś zjeść. - Powiedział i położył mi na kolanach tacę z naleśnikami i sokiem dyniowym. - Masz to zjeść.
- Nie jestem głodna.
- Bo jesteś pod wpływem eliksiru, a jak on przestanie działać to będziesz bardzo głodna. Wiem z własnego doświadczenia. - Znowu posłał mi ten czarujący uśmiech, ale ja nie miałam zamiaru nic jeść. - Jedz, bo cię nakarmię!
- Spróbuj. - Tym razem to ja się uśmiechnęłam.
- Za każdym razem jak dam ci kawałek naleśnika będziesz mogła zadać mi jedno pytanie.
Ciekawa propozycja.
- Dobrze. - Poczułam jak moc eliksiru słabnie, a Scorpius strasznie przedłużał krojenie naleśnika. - Och daj mi ten widelec, bo już nie wytrzymuję!
On tylko się uśmiechnął i podał mi widelec. Zaczęłam bardzo szybko jeść.
- Nie tak szybko bo się udławisz. - Zaśmiał się Scorpius.
- Jestem cholernie głodna!
~*~
- Kim jest twój ojciec? - Zapytałam gdy przełknęłam ostatni kawałek naleśnika.
- Severus Snape.
- Nie znam, ale słyszałam jak dziewczyny o nim rozmawiały. Teraz twoja kolej.
- Gdzie się wychowałaś?
- Przez pierwsze jedenaście lat życia mieszkałam we Francji z fałszywą matką. Potem przeprowadziłam się do Stanów do fałszywego ojca i jakiś miesiąc temu przyjechałam do Brytanii. A ty gdzie się wychowałeś?
- Wychowałem się u dalekiej ciotki mojego ojca w Bułgarii. Do Anglii przyjechałem pół roku temu. Masz chłopaka?
- Nie, a ty masz partnerkę?
Schodziliśmy na grząski temat.
- Nie i nigdy nie miałem.
- Dziwne taki przystojny chłopak i nie ma dziewczyny.
- A więc twierdzisz, że jestem przystojny?
- Ymm.. Nooo.. Eeee... - Zaczęłam się jąkać.
- Ha ha ! - Zaśmiał się Scorpius. - Muszę iść. Ojciec kazał mi przyjść do siebie jak się obudzisz.
Wstał z mojego łóżka, pocałował mnie w czoło i wyszedł.
~*~
- Albusie, kiedy moja córka wróci z tej tajnej misji? - Krzyknęła poddenerwowana Molly.
- Po raz enty powtarzam ci, że ona nie jest twoją córką i nie musisz się o nią tak martwić. - Jak zwykle spokojnie odpowiedział jej Albus.
- Ale ją wychowałam i mam prawo wiedzieć gdzie ona jest! - Rozpaczała.
- Prawo to ty masz do milczenia. - Odezwała się Sophie stojąca w drzwiach gabinetu.
- To nie twoja sprawa!
- Założę się, że moja. Prawda TATO? - Podkreśliła ostatnie słowo.
Albus skinął głową i chwilę rozmyślał.
- Molly... - Przerwał myśląc o tym jak ma jej to wytłumaczyć. - Pamiętasz naszą rozmowę sprzed tygodnia. Wyjaśniłem ci to, ale nie powiedziałem kim są prawdziwi rodzice Ginny. A więc...
- Nie zaczyna się zdania od "a więc". - Wtrąciła mu się w pół zdania Sophie.
- Ginny jest córką Sophie i Alex'a White'a. Tak samo jak Hermiona i Sara.
Molly tylko spojrzała na Sophie i z płaczem wybiegła z gabinetu.
~*~
Prawie trzy miesiące czekania na rozdział. Przepraszam, ale stwierdziłam, ze jak trochę poczytam to będę lepiej pisać. Przeczytałam trylogię Igrzysk Śmierci, Inferno i wszystkie części Percy'ego Jackson'a i Bogów Olimpijskich :) Następny rozdział za dwa tygodnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz