- Chcecie mi powiedzieć, że Potter był wtedy na niego zły? - Zapytał z niecierpliwością Scorpius.
- Był na niego bardzo zły. - Odpowiedziała roześmiana Ginny.
- Idiota. - Skomentowałam.
- Dlaczego idiota? Ty byś się nie zdenerwowała? - Zapytała wpatrzona we mnie Hermiona.
- Nie. "Co mi wyjdzie jeśli, dodam sproszkowanego korzenia asfodelusa do nalewki z piołunu?" Nie rozumiecie? - Znowu zapytał Scorpius.
- Według języka wiktoriańskiego, języka kwiatów asfodelus to typ lilii, który dokładnie symbolizuje zdanie "moje żale podążające za tobą, aż po grób"... - Zaczęłam, ale Scorpius przerwał mi lekkim szturchnięciem.
- Piołun oznacza absencję, co mogło symbolizować stratę. Interpretacja jego wypowiedzi daje nam "Głęboko żałuję śmierci Lili". - Skończył uśmiechając się do mnie. Razem popatrzyliśmy na dziewczyny. Miały przekomiczne miny. Zdziwienie pomieszane z poczuciem winy.
Gdy Ginny chciała już się odezwać w pokoju pojawiła się Niunia.
- Państwo wybaczą, ale mam przekazać Paniom, - wskazała na Ginny i Hermionę - że mają się Panie udać do swoich pokoi.
Hermiona wstała pociągnęła Ginny za rękaw i razem wyszły.
- Pan też już powinien wyjść. - Powiedziała Niunia.
- Ma zostać. - Rozkazałam. Scorpius lekko się do mnie uśmiechnął.
- Dobrze.
Pstryknęła palcami i przed nami pokazały się trzy suknie. Jedna była długa, czarna z falowanym dołem i srebrnymi wzorami wspinającymi się ku górze od talii. Druga była trochę krótsza, czerwona i ze złotymi wzorami na piersi. Trzecia była zielona, do kolan z czarnymi kwiatami na lewym boku.
- Musi Panienka jedną wybrać, na bal. - Wyszeptała piskliwym głosem.
- Scor, słyszałeś o jakimś balu?
- Słyszałem, że ma być dzisiaj bal na którym Voldemort przedstawi nam swoje córki.
Zmierzyłam krytycznym wzrokiem każdą z sukienek. Najbardziej odpowiednia wydała mi się ta czarna.
- Ta czarna jest najlepsza. - Stwiedził w tym samym momencie Scorpius.
- Idę ją przymierzyć. - Powiedziałam łapiąc sukienką i biegnąc przez cały pokój do łazienki.
Wzięłam szybki prysznic, a następnie ubrałam bardzo powoli delikatną sukienkę, założyłam pantofle, które wyciągnęłam z garderoby i na końcu podeszłam do lustra, wzięłam różdżkę i upięłam sobie włosy w luźnego koka tak, że kilka kosmyków zwisało swobodnie. Wpięłam we włosy kilka srebrnych, rodowych spinek, które dostałam od mamy. Nałożyłam jeszcze maskarę na rzęsy i zrobiłam sobie kreskę eyelinerem.
Powoli wyszłam z łazienki. Scorpiusa już nie było i Niunia stała sama.
- Panicz Snape poszedł się przebrać. Bal już za dziesięć minut! - Panikowała.
- Za dziesięć? To ile ja siedziałam w łazience?
- Nie tak długo. Musimy iść. Pan chce jeszcze porozmawiać z Panienką przed balem.
Poszłam za nią. Na korytarzu było pusto. Wszyscy się szykowali. Gdy byłam blisko sali balowej usłyszałam jakieś rozmowy. To pewnie dziewczyny się kłócą z rodzicami. Gdy weszłam do środka zobaczyłam Ginny ubraną w brązowo-kremową suknię do ziemi, z pasem maleńkich diamentów oddzielających kolory, rozpuszczonymi włosami i brązową maską zakrywającą połowę twarzy. Obok niej stała Hermiona ubrana w czerwoną, długą do ziemi suknię z różanymi zakończeniami, miała włosy spięte w ciasny kok oraz czerwoną maskę. Na przeciwko nich stali rodzice także ubrani bardzo elegancko.
- Nie będziemy cały czas nosić tych masek! - Zdenerwowała się Miona.
- Będziecie. - Wysyczał ojciec. Przez chwilę jeszcze mierzył dziewczyny wściekłym spojrzeniem, a potem jego wzrok padł na mnie i lekko się uśmiechnął. - Podejdź Saro. - Rozkazał.
Od razu wykonałam rozkaz. Nie chcę się narażać na jego gniew. Jego Cruciatusy są bolesne.
- Oto twoja maska. Musisz mieć ją włożoną cały wieczór. Nie mogę pozwolić, że ktoś cię rozpozna gdy będziesz w Hogwarcie. - Podał mi czarną maskę.
- Tak jest ojcze. Dlaczego dziewczyny także mają maski?
- To wydałoby się podejrzane. Wiem, że większość moich sług to idioci, ale są wyjątki. - Przytaknęłam mu.
Ojciec kazał nam zająć miejsca przy tronie na niewielkim podwyższeniu i rozpoczął bal. Większość Śmierciożerców się strasznie skrępowała gdy zobaczyła mnie, dziewczyny i mamę przy tronie. Gdy już wszyscy weszli ojciec zajął miejsce przed tronem i powiedział wszystkim, że jesteśmy jego córkami (wszystkich zamurowało) i mają się nas słuchać tak samo jak jego. Oczywiście rozwlekł to i mowa trwała około 10 minut. Po jej skończeniu wyszedł z sali wyczarowując cztery trony, tak żebyśmy mogły na nich usiąść. Miałyśmy pilnować spokoju. Gdy drzwi trzasnęły po wyjściu ojca, od razu widać było, że wszyscy się rozluźnili. Wtedy przed nami zrobiła się mała kolejka. Na samym jej początku stali Malfoyowie. Gdy Dracon wręczył nam bukiety róż (Ginny- czerwonych, Hermionie i mi- żółtych) Ginny i Miona wciągnęły ze świstem powietrze, a ja się tylko uśmiechnęłam.
Następny był Scorpius ze swoim ojcem. Scor wręczył mi bukiet czerwonych róż, a jego ojciec Ginny i Mionie bukiety judaszowców z żółtymi różami. Zaśmiałam się szyderczo na widok tych bukietów i wzrok wszystkich zwrócił się na mnie. Ja nie przejmując się tym podeszłam do Scorpiusa i szepnęłam mu:
- Po balu w moim pokoju z ojcem. - Szybko wróciłam na swoje miejsce i do końca balu na moich ustach błąkał się szyderczy uśmiech.
Oczywiście zniknął gdy tylko zaczęły się tańce. Naprawdę kocham tańczyć. Pierwszy zaprosił mnie Scor, akurat w momencie gdy zaczęła się wolna piosenka. Przybliżyliśmy się do siebie, a mnie przeszły przyjemne dreszcze gdy tylko dotknęłam jego ciepłego ciała.
- Już wiesz? - Wyszeptał mi do ucha.
- Oczywiście. - Odpowiedziałam mu zmysłowym szeptem, a on oblał się rumieńcem. Do końca tańca był cały czerwony. Jak zaczęła się szybsza piosenka do tańca zaprosił mnie Dracon. Miałam zamiar zabawić się jego kosztem. Gdy tylko nadarzała się okazja szeptałam mu "Ja o tym wiem". Za pierwszym razem pozostał niewzruszony, za drugim zaczął się stresować, a za trzecim odszedł szybko, przepraszając mnie. Mój uśmiech tylko się powiększył.
Następnie do tańca zaprosił mnie... Crouch Jr. Zdziwiłam się, ponieważ jego dusza miała zostać wyssana przez dementora zaraz po trzecim zadaniu w Turnieju Trójmagicznym, a on tańczył ze mną. Oczywiście nie ukazywałam mojego zdziwienia. Nałożyłam maskę obojętności. Crouch był dobrym tancerzem, szczerze powiedziawszy świetnym. Przetańczyliśmy razem trzy tańce, a potem on zaproponował abyśmy się czegoś napili. Zgodziłam się i podeszliśmy do długiego stołu z przystawkami i napojami. Nalał mi i sobie ponczu. Chcąc przerwać tą niezręczną ciszę zaczęłam rozmowę.
- Jak to się stało, że ty żyjesz? - Zapytałam znudzonym głosem, a on zaśmiał się krótko.
- Gdy tylko wyczułem dementorów wyrwałem różdżkę McGonagall, ogłuszyłem ją i wymazałem jej pamięć. Uciekając z zamku wymazałem pamięć Snape'owi i Knotowi oraz wyczarowałem Patronusa aby przepędzić dementorów. - Powiedział z uśmiechem na ustach. Przypomniało mi się jak on dawał nam bukiety. Ginny i Hermionie (które od razu poznał) dał bukiety z lawendy, kapryfolium i wiciokrzewu, a mi bukiet... czerwonych róż i tulipanów. "Cholera jasna!" pomyślałam "Wyznanie miłości, dobre sobie. Ja kocham tylko... Nie, nie, nie! Ja nie kocham Scorpiusa!" .
Mojej uwadze nie umknął jeden szczegół. Barty umiał wyczarować Patronusa! Chyba jedyny ze śmierciożerców!
- Jaki miał kształt?
- Kobra królewska.
Szczęka mi opadła. Tym razem nie mogłam ukryć mojego zdziwienia i szoku. Moim Patronusem jest kobra królewska!
Bal się kończył, więc Barty zaprosił mnie do ostatniego tańca. Tym razem był wolny. Barty przyciągnął mnie do siebie, złapał mnie w talii i prowadził. Czułam się dziwnie. Prawie tak samo jak w obecności Scorpiusa. Przyjemnie mi się z nim tańczyło. On jako jedyny z wszystkich osób tam obecnych mógł zostać mi kimś bliższym. Piosenka się skończyła, on ucałował moją dłoń, pożegnał się i obiecał, że będzie do mnie pisać.
Szybkim krokiem wyszłam z sali i skierowałam się do mojego pokoju.
Przed drzwiami zobaczyłam Scorpiusa i jego ojca. Na moją twarz wpłynęła maska rozbawienia z szyderczym uśmiechem. Przeszłam obok nich, weszłam do pokoju i zaprosiłam ich do środka. Gdy drzwi zostały zamknięte rzuciłam na pokój, teraz wyglądający jak gabinet, zaklęcie wyciszające i anty-podsłuchowe.
- Przecież tutaj była sypialnia! - Krzyknął zszokowany Scorpius.
- Proste zaklęcie dostosowania. - Rzekłam wymijająco.
~*~
Następny rozdział! Wracam do normalnego trybu dodawanie rozdziałów.
Rozdziały co dwa tygodnie. Tak późno dlatego, że mam prawie dwa miesiące do nadrobienia w szkole.
Co dwa tygodnie choruję, więc mam problemy ze szkołą. Rodzice chcieli załatwić mi prywatnego nauczyciela ale wyzdrowiałam -,- A już chciałam robić imprezę z okazji opuszczenia szkoły!
Mam nadzieję, że się podoba i...
dodajcie jakieś komentarze bo dołuje mnie ich brak. Czasami się czepiają, że ludzie zawieszają blogi, ale to nie nasza wina, że nie dodajecie komentarzy!
Pozostawiam was z rozdziałem.
Do zobaczenia, cześć, trzymajcie się! :D
Ej! No gdzie jest rozdział?!
OdpowiedzUsuń