piątek, 21 marca 2014

Rozdział 6

~*Wspomnienie*~
Byłam wściekła. Jak on mógł?! Dał mi z liścia, a na dodatek powiedział, że jestem tylko 'sprzedajną dzi*ką'*. Dlaczego? Bo Criss Humbletone pocałował mnie na jego oczach. Sam Tom też nie zawinił. Gdyby nie powiedział przy całej szkole, że ze mną zrywa to zapewne Criss nie pocałował by mnie. Później obwiniał mnie o to. Nie kocham Criss'a, lecz nie kocham też Tom'a. Byłam z nim bo byłam w nim zauroczona. Oczywiście żaden z nich nie wiedział kim naprawdę jestem. A jestem czarownicą, wiedźmą, czarodziejką. Jak kto woli. Złość we mnie buzowała. Złapałam się za policzek. Najpierw całuje, a później bije. Dalej czułam ból. Czy tak wyglądał idealny związek? Nie. Stanowczo nie. Wykrzyczał, że nie mam prawa tego robić. Powiedziałam, że nie może mi zabronić, bo nie jesteśmy już razem. Był wtedy zły. Bardzo zły. Wtedy to zrobił. Ughhhh. Chciałam się przejść. Złapałam kurtkę i wyszłam z sierocińca. Tak jestem sierotą. Nie mam matki ani ojca. Mówią, że zginęli z rąk terrorysty. White'owie tak naprawdę nie zginęli z rąk terrorysty. No można tak powiedzieć. Zginęli z rąk czarodzieja. Widziałam akta sprawy. Nie mieli żadnych obrażeń, ani nie byli chorzy. Było napisane, że mieli po prostu przerażone miny i nic więcej. Chodziłam tak po parku rozmyślając..
- Drętwota! - Usłyszałam za plecami. Poczułam, że upadam. Ktoś złapał mnie za ręce i się deportowaliśmy. Zemdlałam. 
~*~
Obudziłam się w jakimś pokoju. Było w nim tylko łóżko na którym leżałam. Próbowałam wstać. NIE MOGŁAM! Byłam przywiązana. Moja szyja też była (nie wiadomo jak) przywiązana do łóżka. Szarpałam się na wszystkie strony. Nie miałam różdżki! 
- Pomocy! Pomocy! - Byłam zrozpaczona. Moje krzyki sprowadziły do pokoju mężczyznę. Był wysokim, brązowookim blondynem. Popatrzyłam na niego błagalnie, a on się zaśmiał. Szyderczy śmiech rozdarł ciszę w pokoju. 
- Dlaczego się śmiejesz?! - Zapytałam. Bałam się. 
- Jesteś taka zabawna. Wiesz, że i tak nic ci nie pomoże? Jesteś na mojej łasce. - Uśmiechnął się parszywie.  - Jeśli będziesz cicho może nic ci nie zrobię. Na razie. - Nic nie powiedziałam. Jeszcze bardziej się bałam. - Ale nie mogę cię tak zostawić. - Wyciągnął różdżkę. - Crucio!
Moje ciało przeszył straszny ból. Czułam się jakby coś mi rozrywało wnętrzności. Chciałam żeby się to skończyło. Chciałam umrzeć! Przerwał zaklęcie. Ból ustał.
- Dlaczego mi to robisz? - Płakałam.
- Bo jesteś zdradziecką su*ą. - Wrzasną i wyszedł. Co ja mam zrobić?
~*~
Nie wiem ile ja tam byłam. Tydzień, dwa? Czas dłużył się niemiłosiernie. Ten mężczyzna nie pojawiał się od tamtego czasu. Nic nie jadłam, a byłam syta. Zapewne napoił mnie jakimś eliksirem. Tego dnia było jednak inaczej. Usłyszałam kroki za drzwiami. Do pokoju wszedł ten sam mężczyzna. Miał w jednej ręce różdżkę, a w drugiej (jak się domyśliła) butelkę Ognistej Whisky. Był kompletnie pijany. Mam szansę na ucieczkę. 
- Kim jesteś? - Zapytałam.
- Kim? - Mruknął. - Lukas Dolitte. - Czknął. - Ty mnie znasz jako Tom'a Mayson'a. - Zgiął się ze śmiechu. 
- Tom? Dlaczego to robisz?! - Powiedziałam przerażona. Lukas zaczął do mnie podchodzić.
- Nie podchodź! - Krzyknęłam. Uciszył mnie jednym ruchem różdżki. Popatrzyłam na butelkę. Nie jest pijany! Może rzucać zaklęcia. O Boże!! Był już obok łóżka. Odstawił butelkę i dotknął moich ust. Zaczął przesuwać ręką w stronę moich piersi. Gładził je opuszkami palców. Drugą ręką podniósł różdżkę. Wycelował nią w moją bluzkę. Natychmiast zniknęła. Byłam jeszcze bardziej przerażona. Tym razem wycelował różdżkę w moje spodnie. Z nimi stało się to samo co z bluzką. Zostałam w samej bieliźnie. Byłam nie tylko przerażona, ale jeszcze wściekła. Moje palce skierowały się w stronę mężczyzny. W myślach wypowiedziałam kształtował mi się napis. To chyba było zaklęcie! Ale ja go nie znam. Wypowiedziałam jego formułę. Zadziałało!! To... Lukas odleciał ode mnie i wylądował na podłodze w drugim końcu pokoju. Chyba zemdlał. Skoro tamto zaklęcie zadziałało to może i inne zadziałają! Diffindo!** Zadziałało! Pasy na moich rękach, nogach i szyi rozcięły się. Byłam wolna ale... bez ubrania! Sonorus! 
- Uff. - Ulżyło mi. Przywołałam moje ubrania z domu i założyłam je pośpiesznie. Uchyliłam drzwi i już wiedziałam gdzie jestem. Byłam w domu Tom'a... znaczy Lukasa. Wyszłam z niego i deportowałam się do sierocińca. Myślałam nad tym dlaczego ja mogę robić takie rzeczy. Ja Sara White, która jest zwykłą czarownicą. 
~*~
To wspomnienie męczyło mnie już przez kilka dni. Teraz już wiem dlaczego mogłam to robić. Jestem potomkinią Slytherin'a.
_________________________________________________________________________________
* Musiałam ;)
** Sara chociaż jest w tym wieku może używać czarów ponieważ nie ma na sobie namiaru.
Powracam z nowym rozdziałem. Męczyłam się dwa tygodnie nad takim krótkim tekstem! Mam nadzieję, że jest lepiej niż wcześniej. Pozdrawiam Sara :)

1 komentarz:

  1. Pisz dalej. Bardzo zaciekawiło mnie opowiadanie. ~Ann

    OdpowiedzUsuń