niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 7

Hermiona leżała na łóżku do połowy przykryta zieloną jedwabną kołdrą. Jej blond włosy rozsypały się po poduszce i ułożyły się w kształt słońca. Przez okno wlatywały pierwsze promienie słońca, które padały na jej delikatną twarz.
Pomimo tego, że w pokoju było tylko jedno okno cały pokój był rozświetlony blaskiem świec.
Na ścianach wisiały plakaty z godłem Slytherin'u.
Wszystkie meble były hebanowe i wyróżniały się na tle zielonych ścian, i srebrnych paneli podłogowych.
Przy drzwiach stał człowiek (jeżeli w ogóle można go tak nazwać). Był spokojny i opanowany. Jego twarz nie pokazywała żadnych emocji. Stał i wpatrywał się w dziewczynę leżącą na łóżku. Była bardzo podobna do matki.
Lord wyciągną przed siebie różdżkę i wypowiedział zaklęcie:
-  Dimidiam libertas voluntas et dimidiam imperium. Nigrum magicis. 
Twarz dziewczyny zmieniła wyraz. Teraz miała taką błogą minę. Wpatrywał się w nią jeszcze chwilę i wyszedł nie patrząc już na nią.
~*~
Stała na środku ulicy. Na drugim końcu tej ulicy stał mężczyzna z wyciągniętą różdżką. W pewnym momencie wyleciał z niej zielony promień. 
Ginny obudziła się. Leżała na łóżku. Gdzie była, nie wiedziała. Rozejrzała się. Ściany pokoju były zielone, podłoga srebrna, a meble hebanowe. 
Wstała z łóżka. Po jej głowie biło się chyba ze sto myśli. Po pierwsze: gdzie jest? Po drugie: co się stało z Hermioną i Sarą? Po trzecie: czy na pewno jest ich siostrą?
Chodziła po pokoju. Wreszcie zdecydowała się na wyjście z pokoju. Przekręciła klamkę i już miała wychodzić gdy usłyszała:
- Dimidiam libertas voluntas et dimidiam imperium. Nigrum magicis. 
Poczuła dziwny skręt w żołądku i poczuła się świetnie. Jakby wszystkie smutki odpłynęły daleko.
~*~
Sara stała w wielkiej sali z wyciągniętą różdżką. Ubrana była w niebieskie jeansy, zielony top i zielone trampki. 
Na dwóch ścianach były lustra, przy jednej stał regał z książkami o zaklęciach, a na ostatniej były wielkie drzwi. 
Patrzyła w stronę drzwi. Zza siebie usłyszała:
- Crucio. - Żółty promień uderzył ją w tył pleców. Upadła na ziemię zwijając się z bólu. Zobaczyła ojca.- Jesteś jeszcze taka słaba. Taka krucha. - Przerwał zaklęcie. - Exercitium eamque nigrum magicis. Dimidiam libertas voluntas et dimidiam imperium. 
Po tych słowach dziewczyna wstała i popatrzyła na ojca zamglonymi oczami. 
- Crucio! - Tym razem gdy promień dotknął Sary, ona nawet nie drgnęła. - Teraz lepiej. 
Drzwi do komnaty otworzyły się i weszły przez nie trzy osoby. Hermiona i Ginny były ubrane niemal identycznie jak Sara. Trzecią kobietą była Bellatrix Lestrange. Jej czarne, kręcone włosy stały w każdą stronę.
- Witaj Bellatrix. Witajcie dziewczyny. - Odezwał się Voldemort. Od razu po wypowiedzeniu tych słów podbiegła do niego pani Lestrange i padła na kolana. Wiedziała, że zostanie ukarana za niewykonanie misji. - Nie wykonałaś mojego rozkazu Bellatix. Miałaś złapać wilkołaka i córkę Andromedy.
- Panie! Gdyby Yaxley się nie spóźnił, to złapalibyśmy ich! - Słychać było rozpacz w jej głosie.
- Złapaliście w ogóle kogoś?
- Tak panie. Złapaliśmy Dedalus'a Diggle'a i Filius'a Flitwick'a. - Mówiąc to podniosła głowę.
- Hmmm. Mogą nam się przydać. Tym razem cię nie ukażę, ale jeśli nie uda ci się wypełnić nowej misji to nie będę się nad tobą litował.
Wróciłam z misji i już nowa. - Pomyślała Bellatrix.
- Jaką masz dla mnie misję panie?
- Będziesz szkolić moje córki. Mają znać zaawansowaną Czarną Magię i powinny umieć się bronić przed zaklęciami niewybaczalnymi. Zrozumiano?
- Tak panie. - Powiedziała pokornie Bellatrix.
Riddle wyszedł z pokoju, a Bella wzięła się za nauczanie dziewczyn.
~*~
Tom siedział przy biurku. Usłyszał ciche pukanie do drzwi. 
- Proszę! - Krzyknął.
Drzwi się otworzyły i stanął w nich wysoki i chudy mężczyzna, odziany w czarną szatę z kapturem.  
- Witaj Severusie. Usiądź. - Lord wskazał na fotel obok biurka. Mężczyzna zwany Severusem podszedł pośpiesznie do fotela i usiadł na nim. - Zdejmij kaptur. - Ręka mężczyzny zadrżała i powoli odciągnął kaptur do tyłu. Jego twarz była cała pocharatana, lecz Lorda nie obchodziło jak to sobie zrobił. - Mam dla ciebie ważne zadanie. W sali ćwiczebnej są trzy dziewczyny z Bellą. Masz pilnować, żeby żyły. Mogą być chore i tym podobne, ale nie mogą umrzeć. Mają ćwiczyć. Jak Bella stwierdzi, że już nie muszą ćwiczyć, to ty weźmiesz się za nauczanie ich zaklęć, uroków i eliksirów. - Przerwał na chwilę. - Zrozumiałeś?
- Tak panie. Czy to już wszystko?
- Dlaczego się tak śpieszysz Severusie? - Wysyczał.
- Dumbledore. 
- Możesz iść.  
Mężczyzna wstał, ukłonił się i wyszedł.
~*~
Z okazji świąt mam dla was aż dwa rozdziały. Taki mały bonus! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz