środa, 12 lutego 2014

Rozdział 2

Było 11 wyświetleń, a jak dodałam dwie notki to skoczyło do 53. WoW. Zadziwiacie mnie :) Pozytywnie :D W nagrodę nowa notka.
~*~
Hermiona pakowała się. Za pięć minut wystartuje świstoklik do Kwatery Głównej, a ona się nie spakowała.
- Gdzie jest moja różdżka?! - Wykrzyczała.
Usiadła na łóżku i poczuła, że siedzi na czymś podłużnym. Wstała i zobaczyła swoją różdżkę.
- Wreszcie!
Machnęła różdżką i wszystkie jej rzeczy schowały się do kufra. W tym czasie stary zegarek leżący na biurku zaczął się świecić. Złapała go w ostatniej chwili i już chwilę później była w Kwaterze. Zanim zdążyła się rozejrzeć na szyi uwiesiła się jej ruda przyjaciółka.
- Gin, zaraz mnie udusisz! - Ginny puściła przyjaciółkę.
- Sorry Herm. Ja po prostu tak się cieszę, że przyjechałaś. Nikt tu nie ma dla mnie czasu.
- Po to tu przyjechałam Gin. Miałaś ze mną o czymś porozmawiać... - Ginny złapała Hermionę za usta.
- Ciii. Nie tutaj. Chodź. - Pociągnęła ją w stronę schodów na piętro. Hermiona zdążyła jeszcze zmniejszyć i schować do kieszeni swój kufer, nim wbiegły na schody. Weszły do pokoju i Ginny rzuciła się na łóżko.
- To o czym chciałaś porozmawiać? - Ginny się do niej odwróciła. Widać było, że jest przygnębiona.
- Harry ze mną zerwał.
- Dlaczego?!
- Mówił, że nie może ze mną być, ponieważ jedzie na tę wyprawę i może nie wrócić!
- Ehhh. Ten Harry. - Podeszła do Ginny. - Nie płacz. Znajdziesz chłopaka, który cię nie zostawi.
- A ty znalazłaś?
- Nie.
- A Ron?
- On w ogóle mnie nie słucha, mówi ciągle o Quidditch'u i jest strasznie nachalny. Chciałby ciągle mnie dotykać...
- Współczuję.
- Taaak. Gdzie w ogóle są chłopcy?
- Ron pojechał do Nory, a Harry poszedł gdzieś z Dumbledore'm.
- To kto jeszcze tu jest?
- Nooooo, jesteśmy tu same.
- Same?
~*~
Sara właśnie się obudziła. Do śniadania została godzina. Wczoraj do późna rozmawiała z 'mamą' o rodzinie. Dowiedziała się, że ma siostrę bliźniaczkę i 'zaginioną siostrę'. Nikt nie wie gdzie ona jest. Nawet 'ojciec'. Będzie musiała ją znaleźć. Jeśli na prawdę jest ich córką. Wstała z łóżka i podeszła do lustra....
- AAAAAAAAA!
Jej krzyk sprowadził do pokoju 'mamę'.
- Co się stało córeczko? - Weszła do pokoju. - O. Widzę, że zaklęcie przestało już działać.
- Jakie zaklęcie?!
- Zaklęcie zmieniające wygląd. Teraz jesteś podobna do mnie i Tom'a. - Sara jeszcze raz podeszła do lustra. Już nie była niską blondynką, a była wysoką brunetką. Nie miała niebieskich oczu, a szkarłatne. Miała idealną talię, a jej biodra też były idealne.
- Teraz chyba każdy chłopak będzie się za tobą oglądał. - Jej mama zachichotała. - Tak jak za mną, gdy byłam w szkole.
- Naprawdę jestem waszą córką! - Przytuliła się do mamy. - Wreszcie mam mamę!
- A ja wreszcie mam moją córeczkę.
- Jeszcze tylko trzeba sprawdzić jakie zdolności odziedziczyłaś. - Do pokoju wszedł Tom.
- Jak to jakie?
- Każdy z potomków Slytherin'a odziedzicza jakieś zdolności. Każdy umie rozmawiać z wężami, lecz dostaje jeszcze inne zdolności.
- A jakie są?
- Niektórzy umieją ożywiać zwierzęta. Jeszcze inni budować nowe budynki lub pomieszczenia umysłem. A jeszcze inni znają od urodzenia nieznane innym zaklęcia. To tylko kilka ze wszystkich. Jest ich około 40. Ja żadnego nie dostałem.
- Ciekawe jakie ty dostałaś. - Powiedziała mama.
- Ja chyba mam to trzecie.
- Znasz jakieś zaklęcia, których inni nie znają?!
- Dlaczego się tak dziwicie?
- Bo od 14 pokoleń nikt nie dostał tej zdolności.
- Co?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz